Do Kerali, stanu w południowych Indiach, polecieliśmy w lutym i na miejscu spędziliśmy 3 tygodnie. Zobaczyliśmy zaledwie ułamek procenta tego ogromnego i niezwykle fascynującego kraju, ale to wystarczyło żeby pokochać to miejsce. Region, który zwiedziliśmy charakteryzuje się największym odsetkiem piśmiennictwa, skupieniem hinduizmu, islamu, chrześcijaństwa i judaizmu w jednym miejscu oraz wyboru partii komunistycznej w demokratycznych wyborach.

Wylądowaliśmy w Koczin, gdzie na dzień dobry mieliśmy zderzenie z nazwijmy to specyficznym stylem jazdy kierowców. W zasadzie wcześniej słyszałam od wielu osób, że w Indiach ruch uliczny to istne szaleństwo, ale teoria to jedno, a praktyka to co innego. Tego po prostu nie da się wyobrazić! Tamta przejażdżka taksówką była dla mnie jedną z najbardziej stresujących sytuacji w życiu, ale przynajmniej odbyła się w pięknym i stylowym Ambassadorze .

Fort Koczin kojarzy mi się z kilkoma faktami : na ulicach można spotkać setki kóz, na plaży co wieczór zbierają się ludzie i dosłownie robią z niej wysypisko śmieci, w różnych zakamarkach ulic można odkryć świetny street art i jest to dobre miejsce, żeby wybrać się na tradycyjny teatr keralski Kathakali.

DSC_7776

DSC_7083

DSC_7078

DSC_7112

aparat

DSC_7069

Przed spektaklem aktorzy przez dwie godziny malują się naturalnymi barwnikami. Czerwony kolor to zły charakter.

DSC_7122

DSC_7131

streetart

DSC_7801

Po kilku dniach aklimatyzacji ruszyliśmy w stronę gór – do Munnaru, słynnego z plantacji herbaty. Było to pewnego rodzaju ukojenie dla duszy i ciała, bo oprócz pięknych widoków i ciszy, temperatura powietrza była nawet do wytrzymania, czyli podchodziła pod górną granicę 30 stopni.

DSC_7183

DSC_7212

DSC_7267

Napotkana rodzina koniecznie chciała sobie zrobić ze mną zdjęcie. „Biała, wysoka, krótkowłosa kobieta…będzie czym się pochwalić znajomym”

DSC_7231

DSC_7279

DSC_7305

W muzeum herbaty największym zainteresowaniem cieszył się Piotrek.

IMG_1434

IMG_0456

Kolejny etap podróży – Alappuzha i tzw. backwaters. Zanim tam jednak dotarliśmy czekała nas podróż z szalonym kierowcą rozpadającego się busa, który pędził po serpentynach górskich bez używania hamulców mijając na centymetry przepaść niezabezpieczoną żadnymi barierkami. Za to chętnie używał donośnego dźwięku klaksonu przed każdym zakrętem, podczas wyprzedzania, przy mijaniu innego pojazdu, zwalnianiu, przyspieszaniu albo po prostu profilaktycznie bez okazji od czego po 8 godzinach jazdy pękała mi głowa.

DSC_7467

DSC_7497

 

DSC_7413

DSC_7487

DSC_7474

DSC_7476

Jeden z kierowców tuk tuka zaproponował Piotrkowi prowadzenie pojazdu. Obaj się świetnie bawili, a najbardziej wtedy gdy Piotrek bez powodu zaczął używać klaksonu jak to mają w zwyczaju lokalesi.

IMG_0488

DSC_7505

Kierowcy tuk tuków prześcigają się między sobą w przystrajaniu swoich taksówek. Oryginalne ozdoby można spotkać za zewnątrz jak i wewnątrz pojazdu.

2 indie2

IMG_1376

Ostatni punkt wycieczki to Varkala i okolice. Tutaj czekały na nas piękne plaże i pyszne jedzenie.

DSC_7606

DSC_7612

DSC_7626

Symbol szczęścia.

DSC_7572

IMG_1515

Piotrka stylówka niewiele różniła się od lokalnych trendów.

2 indie

Nasza współlokatorka.

DSC_7646

iphone Kasia

IMG_0353